Napisane przez: hjal | Kwiecień 2, 2009

Męska sprawa

(pierwodruk w miesięczniku “Odra”, numer 12/2008)

Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania.

Aldous Huxley

W Polsce mówienie o dyskryminacji mężczyzn przypomina nieśmieszny żart. Jeśli w towarzystwie wspomnieć o braku równych szans w edukacji czy niektórych zawodach, zapada krępujące, lecz wymowne milczenie. Zapewne podobne zapadało, gdy przeszło sto lat temu sufrażystki zaczynały głośno mówić o swoich postulatach.


BRZYDKA PŁEĆ TEŻ CIERPI

Trudno dyskryminację mężczyzn uznać za temat tabu. By temat mógł być tabu, musi być świadomość jego istnienia. Tymczasem większości zarówno pięknej, jak i „brzydkiej” płci pytanie o równouprawnienie mężczyzn nigdy nie przyszłoby nawet do głowy. A przecież w użytym przed chwilą potocznym określeniu „brzydkiej” płci rysuje się problem, który świadome feministki natychmiast wychwyciłyby, gdyby dotyczył kobiet.

Mężczyźni cierpią z powodu narzuconej im „gender” tak samo jak kobiety, tyle że o tym się nie mówi. Co więcej, jeśli już nawet pojawiają się teksty poruszające tę tematykę, są one irytująco płytkie i odnoszą się jedynie do najbardziej powierzchownych, jednostkowych i banalnych przejawów: kwestii śmiertelności, praw ojca czy dyskryminacji w niektórych zawodach.

Obrońcy mniejszości męskiej (wszak jest nas mniej, przynajmniej w Polsce) winą za taką sytuację obarczają feminizm, a feministki przedstawiają jako swego głównego wroga. Należałoby to chyba jednak uznać za wypaczenie, bo przecież maskulizm jest z definicji dopełnieniem feminizmu, a maskuliniści od feministek powinni się uczyć, stawiając je sobie nie tylko za wzór, ale wręcz głównego sprzymierzeńca! W przeciwnym razie narażają się na śmieszność i komentarze, takie jak wpisany pod tekstem Mężczyźni mają gorzej Tomasza Żuradzkiego w „Gazecie Wyborczej” przez niejaką Gerberek: Ojej, jacy biedny są ci mężczyźni. Buuuu….

MĘŻCZYŹNI MAJĄ GORZEJ

Błąd podstawowy szermierzy maskulizmu polega na ich konfrontacyjnym zacięciu. Porównanie na przykład znaczenie bezrobocia dla mężczyzny do gwałtu na kobiecie, użyte w jednym z tekstów o prawach mężczyzn, nie służy racjonalnej dyskusji. Nie tak się zaczyna rozmowę na temat, który jest drażliwy. Tak można wywołać jedynie krótkotrwały szum medialny i lawinę kąśliwych komentarzy.

Zamiast wojować z kobietami i feministkami, dowodząc wbrew powszechnemu mniemaniu, że „mężczyźni mają gorzej”, należałoby raczej odwołując się do ich empatii. Lepiej napisać, że „mężczyźni też mają problemy”, co o wiele lepiej oddaje istotę sprawy. Grzech drugi ma miejsce, gdy najbardziej głębokie obserwacje i uwagi giną w natłoku statystycznych danych. Trudno się oczywiście oprzeć pokusie i nie przywołać liczb, zwłaszcza jeśli wspierają postawioną tezę. Któż bowiem wie na przykład, że mężczyźni prawie dwukrotnie częściej niż kobiety przedwcześnie kończą edukację, czy też że stanowią blisko 90 proc. bezdomnych (po części za sprawą orzecznictwa sądów, które to kobietom, wraz z prawem do opieki nad dziećmi, przeważnie przyznają wspólne mieszkanie, obarczając równocześnie mężczyznę alimentami). Liczby obrazują problem wymowniej niż cokolwiek innego, jednak przysłaniają równocześnie istotę sprawy. Jest to dość śmieszne, gdy niemal każdy artykuł o maskulizmie przytacza w pewnym momencie dokładnie te same dane.

Bawiąc się w statystykę, trzeba pamiętać o zagrożeniach. Jednym danym zawsze można przecież przeciwstawić inne, a przerzucanie się w nieskończoność liczbami do niczego nie prowadzi. Informację o wyższej śmiertelności można skontrować informacją o znacznie większym procencie alkoholików wśród mężczyzn, a danym o śmiertelnych ofiarach wojny przeciwstawić argument, że to mężczyźni przeważają wśród morderców. Pułapką statystyki jest mówienie o problemach, nie o ich przyczynach. A także to, że choć liczby są obiektywne, to ich interpretacja już nie.

MIEJSKIE LEGENDY

To właśnie wolicjonalna, a nie logiczna interpretacja danych jest przyczyną wielu przekłamań w obrazie stosunków genderowych. Blisko 100 lat walki o równouprawnienie kobiet, sprawiło, że „domyślny” wzorzec interpretacji danych zawsze prowadzi do wniosku, iż płeć piękna jest poszkodowana. Wiedzie to czasem do absurdów, których przykładem mogą być dwa cytaty ze strony rządowego centrum Monitoringu Równości Płci w Polsce (notabene – niedawno zniknęła ona z serwerów): Kobiety trzykrotnie częściej zostają wdowami niż mężczyźni wdowcami… oraz: W porównaniu do mężczyzn, kobiety częściej pracują w sektorze publicznym. Mężczyźni dwa razy częściej niż kobiety podejmują pracę w szarej strefie. Pierwsze zdanie to nic innego jak stwierdzenie, że mężczyźni w związkach umierają wcześniej niż ich partnerki, zaś w drugim z niewiadomych przyczyn do porównania wybrano liczbę mężczyzn w negatywnie postrzeganej szarej strefie, a nie w sektorze prywatnym, który byłby wzorcem o wiele właściwszym.

Takich zmitologizowanych obszarów jest więcej – chociażby sprawa przemocy w rodzinie. „Zdroworozsądkowe przekonanie” o tym, że ofiarami są wyłącznie kobiety, jest tak silne, że wszelkie wzmianki o sytuacjach odwrotnych spotykają się z agresją, a w najlepszym wypadku – ze śmiechem. „Odwracanie kota ogonem”, „brednie”, „to żałosne”, ewentualnie „cienias” czy „ciota” – tak komentowane są w Internecie doniesienia o mężu pobitym przez żonę. Bo przecież to mężczyźni są fizycznie silniejsi, więc jakżeby kobieta mogła być agresorem? Ostatecznym dowodem mają być zazwyczaj statystyki policyjne, obarczone gigantycznym błędem wynikającym z faktu, że mężczyźni przemoc w rodzinie – ze wstydu – zgłaszają nieporównywalnie rzadziej niż kobiety.

Tymczasem statystyki CBOS, prowadzącego badania nad przemocą w rodzinie, już od dłuższego czasu wskazują, że choć w Polsce rzeczywiście kobiety cierpią z tego powodu częściej, to jednak różnice procentowe wcale nie są tak wielkie, jak by się wydawało. A zachodnie badania wykazują czasem proporcje wręcz odwrotne, bywa że wręcz przygniatająco. (Zainteresowanych odsyłam do wspomnianych raportów czy na stronę http://reklamaspoleczna.blox.pl) Ale przecież nawet w ludowej wyobraźni jest postać kobiety bijącej męża wałkiem do ciasta. Zresztą na tym nie kończą się jej możliwości, są jeszcze noże, nożyczki, tłuczki, talerze, paski, paznokcie – cały arsenał mogący zniwelować ową „różnicę siły”. To tylko kwestia dobrej woli, by dopuścić do siebie także myśl o mężczyźnie bitym przez kobietę.

NIERÓWNOŚĆ POD SZKLANYM SUFITEM

Innym z mitów, którym szafuje się bez głębszego zastanowienia, jest kwestia nierówności płac. Koronny argument feministek w walce o przepisy „antydyskryminacyjne” to, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej od mężczyzn. Znów można się zastanowić, według jakiej metodologii przeprowadzone to porównanie? Czemu owa nierówność jest zaskakująco wyraźna w statystyce i równie zaskakująco niezauważalna w codziennym życiu i wśród najbliższych znajomych. Czy nie chodzi po prostu o różnicę w wydajności pracy, spowodowaną faktem, że (jak wynika choćby z przytoczonych przez Rafała Geremka we „Wprost” danych amerykańskiego Departamentu Pracy) to mężczyźni (oczywiście mniej obciążeni w domu) częściej biorą nadgodziny, a rzadziej urlopy? Czy nie jest tak, że wyliczający średnią płacę statystycy nie biorą poprawki na dłuższy czas urlopów macierzyńskich czy opiekuńczych oraz wcześniejsze emerytury kobiet? Te same czynnik mogą być po części odpowiedzialne również za słynny „szklany sufit”, od którego odbijają się kariery kobiet.

Takich statystycznych pułapek (w obie strony!) jest więcej; ich przykłady można by mnożyć w nieskończoność, ale nie warto się przerzucać liczbami. Warto natomiast do liczb podchodzić krytycznie, i zastanowić się, czy na pewno są tak jednoznaczne, jak się wydaje. Zwłaszcza że podają je dziennikarze, którzy o analizie statystycznej często mają blade pojęcie i mylą medianę ze średnią.

BOMBA Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM

W dziedzinie przemian społecznych Polska jest dość daleko za krajami zachodnimi, dlatego maskulizm, gdzie indziej mający już względną autonomię i naukowe publikacje na koncie, u nas jest zjawiskiem egzotycznym. Nie uporaliśmy się jeszcze z dyskryminacją kobiet, antysemityzmem czy wieloma innymi, poważniejszymi kwestiami. Dlaczego zatem mielibyśmy zainteresować się problemami mężczyzn, według wielu – „wydumanymi”?

Odpowiem tak: bo to bomba z opóźnionym zapłonem. Dziś mężczyznom żyje się dobrze, a feministki wciąż mają mocne podstawy, by na nas narzekać. Widać to choćby w kadrach wyższego szczebla, zdominowanych w większości przez testosteron. Mało kto jednak, analizując kwestię równości, bierze pod uwagę aspekt czasowy. Zjawiska, które dziś odnoszą się do młodzieży czy do studentów, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat staną się statystycznie istotne, a wtedy będzie już za późno na prewencję.

A niepokojące sygnały już widać. Myślę, że najważniejszą kwestią – zwłaszcza w kontekście haseł budowania gospodarki opartej na wiedzy – jest fakt, że kobiety zdominowały wyższe uczelnie. O ile profesura i doktorzy to wciąż w większości mężczyźni, o tyle wśród studentów i doktorantów przewaga kobiet jest przygniatająca. Studiowałem na dwóch kierunkach – jednym ekonomicznym, drugim humanistycznym – i widziałem, jak przewaga kobiet na obydwu sięgała od początku 80 proc., a im bliżej było końca studiów wzrastała! Średnio 56 proc. studentów wszystkich kierunków stanowią dziś kobiety, i to nawet z uwzględnieniem uczelni technicznych, jedynych, w których wciąż (choć malejącą) przewagę liczebną mają mężczyźni. Gdyby wyłączyć politechniki z tego rachunku, przewaga kobiet na pozostałych kierunkach sięgałaby ok. 70 proc.! Jak tak dalej pójdzie, za dwadzieścia lat obudzimy się w kraju pełnym dobrze wykształconych kobiet i mężczyzn-półanalfabetów.

Odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi socjalizacja, jakiej poddawani są chłopcy od wczesnej młodości – która promuje inne wartości niż uczelniana pilność. Wartości, które może sprawdzały się sto lat temu, ale dziś są już nieaktualne. Wartości, które sprawiają, że chłopcy przedwcześnie kończą edukację – wyrzucani ze szkół, wyciągani przez rodziców lub po prostu rezygnujący z niej dla pracy, rozrywek, sportu czy zwyczajnie z nudów. Albo wybierają kształcenie zawodowe, które stoi w Polsce na żałosnym poziomie. Podczas gdy dziewczyny krok po kroku przemierzają wszystkie klasy. W świecie, gdzie edukacja to podstawa, nie wróży to mężczyznom najlepiej.

MĘŻCZYŹNI MĘŻCZYZNOM ZGOTOWALI TEN LOS

Wszyscy jesteśmy ofiarami patriarchatu. Tak, to wcale nie feministyczna rewolucja, a system, który przez wieki premiował mężczyzn, teraz prowadzi ich ku zatraceniu. Na drodze ku równouprawnieniu kobiet jesteśmy gdzieś w połowie (może jednej trzeciej?). Zbliżamy się do względnie zadowalającego poziomu świadomości wagi tematu oraz jesteśmy naprawdę blisko optimum, jeśli idzie o uregulowania prawne w tym zakresie. Tymczasem sprawa równości „drugiej strony” pozostała nieruszona. Kobiety zerwały już (lub przynajmniej próbują) z ograniczeniami paternalistycznej kultury, podczas gdy mężczyźni tkwią w niej po uszy, nie mając nawet świadomości bycia w pułapce. Używając nieco żartobliwego przykładu: kobiety wywalczyły prawo do noszenia spodni już blisko sto lat temu, mężczyźni o noszeniu spódnicy nie są jeszcze w stanie nawet pomyśleć. Chyba że chodzi o szkocki kilt bez majtek w ramach pijackiego stag night w Krakowie.

Wraz z określeniem tradycyjnego układu ról społecznych jako patriarchatu mężczyzna chcąc nie chcąc staje się odpowiedzialnym, właśnie ze względu na swoją płeć, za krzywdy kobiet i wszystkich innych „grup defaworyzowanych” (jak to ładnie określa terminologia Unii Europejskiej). Staje się winnym całego zła na świecie. Patriarchat jest bowiem, jak definiuje go amerykańska poetka i feministka Adrienne Rich, rodzinno-społecznym, ideologicznym, politycznym systemem, w którym mężczyźni, używając siły, bezpośredniego nacisku czy poprzez rytuał, tradycję, prawo, język, obyczaje, etykietę, edukację i podział pracy, rozstrzygają, jaką rolę powinny lub nie, odgrywać kobiety. Mężczyźni są więc winni powstania układu społecznego, który pewne role, dziś uznane za gorsze, przypisał kobietom. Opis ten sugeruje, jakoby mężczyźni wprowadzili taki system celowo, w jakimś rodzaju „cichej zmowy”, i tym samym są winni dyskryminacji. Nawet, jeśli sami się tylko w tym systemie urodzili i sami podlegali jego, z dawna ukształtowanym, prawom.

BO KAŻDY MĘŻCZYZNA TO ZŁODZIEJ I PIJAK

W pop-wersji dyskursu feministycznego mężczyźni nie są elementem tego samego układu społecznego, co kobiety. Oni są jego twórcami, działającymi świadomie i celowo z zamiarem podporządkowania sobie płci przeciwnej, niczym jakaś tajna organizacja.

Mężczyźni są też niemal automatycznie winni przestępstw, na podobnej zasadzie jak jeszcze do niedawna afroamerykańska mniejszość w USA. W sytuacji, w której podejrzenie może paść na mężczyznę bądź kobietę, niemal automatycznie pada na tego pierwszego, co znajduje odzwierciedlenie w statystykach karnych. Widać to też dobrze na przykładzie akcji społecznych dotyczących przemocy w rodzinie, takich jak „…bo zupa była za słona”, które tak naprawdę dotyczą tylko jednego jej aspektu. Czy ktokolwiek widział podobną kampanię mówiącą o przemocy wobec mężczyzn?

Dyskurs feministyczny przedefiniował już role kobiet w życiu społecznym i rodzinnym, tymczasem mężczyźni, jako winni tego stanu rzeczy, pozostawieni zostali sami sobie. Tradycyjna rola męska została zanegowana wraz z negacją tradycyjnej roli kobiecej, a te aspekty klasycznej męskości, które były postrzegane pozytywnie, przestały być jej wyłącznym desygnatem. Siła, skuteczność, zdecydowanie, spokój czy odporność nerwowa – każda kobieta sukcesu z łatwością odniesie te przymiotniki do siebie. W charakterze cech „typowo męskich” pozostały głównie wyróżniki negatywne, takie jak skłonność do przemocy, alkoholu, brak empatii, kryminogenność.

Dyskusję o nowej tożsamości mężczyzny podjęły właściwie tylko grupy homoseksualne oraz… – na marginesie rozważań nad kobiecością – feministki, a nie sami zainteresowani. Efekt jest taki, że alternatywą do skompromitowanego wzorca „macho”, jest szkic nowej tożsamości – narzucony i niedopracowany – z którym większość mężczyzn się nie identyfikuje, którego nie rozumie i nie chce. Współczesny mężczyzna albo nad własną gender za dużo nie myśli, albo ma z nią mniej lub bardziej poważny problem.

Paradoks kryzysu męskości polega na tym, że rozgrywa się on w pozornie zmaskulinizowanym świecie. Heteroseksualny mężczyzna stanowi przecież w życiu publicznym większość i normę, ale równocześnie sam przestaje do niej pasować. Wzorce „męskich” zachowań wpajanych chłopcom od najwcześniejszego etapu socjalizacji są z jednej strony krytykowane, a z drugiej – przestają przystawać do dzisiejszych wymagań. To cechy kobiece coraz częściej są preferowane, co można zaobserwować chociażby patrząc na błyskawicznie zmieniające się statystyki studentów czy branże, takie jak Public Relations, w których kobiety niepostrzeżenie zaczęły dominować także pod względem wynagrodzenia.

ZMOWA MILCZENIA

W głównych mediach w Polsce, oprócz debaty dotyczącej ojcostwa, o kryzysie męskości nie mówi się prawie wcale. Kilka lat temu w tygodniku ”Wprost” pisał o tym Rafał Geremek, w tym roku w ”Gazecie Wyborczej” Tomasz Żuradzki. Na rynku są też książki Zbyszko Melosika i Krzysztofa Arcimowicza, jakiś wywiad w ”Charakterach”, i to wszystko. W porównaniu do tematyki feministycznej, dyskurs genderowy dotyczący mężczyzn jest u nas zjawiskiem marginalnym. Stereotyp pokrzywdzonej kobiety jest w środowiskach intelektualnych utrwalony tak silnie, że pierwszą reakcją na hasło „dyskryminacja mężczyzn” jest parsknięcie i pełne politowania spojrzenie.

Co więcej, jak już się o męskości mówi, to przeważnie źle. Jak pisze w swojej książce Zbyszko Melosik Synowie atakują ojców, że są nieobecni w ich życiu. Partnerki potępiają niezdolność mężczyzn do wyrażania swoich uczuć. Pracodawcy zaczynają preferować komunikatywność, ekspresywność i empatię kobiet ponad męską energię i muskuły. Nie istnieją żadne pozytywne modele ról męskich. Wszyscy głoszą, że ostatecznie mężczyzna jest ”żałosny” . Słowa „męskość” i „mężczyzna” stają się w pewnych sytuacjach niemalże obelgą.

Nawet autorytety, które teoretycznie powinny nieść „kaganek oświaty”, tylko utrwalają stereotypy. Niedawno w ”Zwierciadle” ukazał się wywiad z Wiktorem Osiatyńskim dotyczący praw człowieka. Padło w nim pytanie: – Wiele na polu praw człowieka zrobił pan dla kobiet. Może dla odmiany, zamiast pisać, zrobiłby pan teraz coś dla mężczyzn?. Co odpowiada profesor?Nie. Mężczyźni nie są tego warci. Dziennikarka się jednak nie poddaje i drąży: Może nie są warci, ale chyba warto ,pan przecież już przeszedł drogę odkrywania świata uczuć, emocji, co przydałoby się każdemu mężczyźnie…, lecz nie znajduje zrozumienia. Ale to kobiety są przedmiotem dyskryminacji – odpowiada Osiatyński. Mężczyźni mają władzę. A prawa potrzebne są tym, którzy władzy podlegają. Mężczyzna natomiast, jeśli ma problemy, są one raczej rezultatem jego własnej nieporadności, nieumiejętności. Nie potrzebuje obrońcy.

ASKULINISTYCZNA BIBUŁA

Może i nie potrzebują obrońcy, ale na pewno potrzebują rozmowy i kogoś, kto będzie ją umiał zainicjować. Stereotyp mówi, że prawdziwy mężczyzna jest twardy, nie skarży się i sam w milczeniu rozwiązuje swoje sprawy. A jeśli nie – to znaczy, że jest nieporadny i fajtłapowaty. Dokładnie tak, jak go przedstawił profesor Osiatyński. W ten sposób nigdzie nie zajdziemy.

Wobec obojętności medialnego mainstreamu, kwitnie internetowa bibuła. Istnieje już kilka blogów i forów poświęconych maskulizmowi, bądź jakiemuś jego wycinkowi – najczęściej prawom ojca. Maskulizm.org, wstroneojca.pl, basta.bblog.pl, maskulizm.blog.onet.pl czy terazmaskulizm.blog.onet.pl – żeby wymienić tylko kilka. Powstają często z autentycznego „poczucia krzywdy”, a nie dla intelektualnej rozrywki. Kipią złością i jadem, pada w nich wiele niepotrzebnych czy nieprzemyślanych słów. Brak im również solidnej bazy teoretycznej i mało który jest regularnie aktualizowany. Można jednak odnaleźć na nich poruszające historie i całkiem trafne, „zdroworozsądkowe” argumenty. Na jednym z blogów opisana została szczegółowo historia mężczyzny bitego przez żonę, któremu następnie odebrano prawa rodzicielskie i uniemożliwiono przyznane przez sąd widzenia z córką. (Można przeczytać na www.terazmaskulizm.blog.pl) Nie jestem w stanie zweryfikować, na ile jest to historia prawdziwa, ale nie można tego wykluczyć, podobnie jak nie można wykluczyć prawdopodobieństwa dziesiątek czy setek podobnych historii w całym kraju, których nikt nie opisuje, bo poszkodowanym mężczyznom się nie wierzy.

ŻEBY MĘŻCZYZNA NADĄŻYŁ ZA KOBIETĄ

Komentując badania GUS Kobiety w Polsce, Izabela Marczak napisała w ”Dzienniku”: Choć moje ulubione powiedzenie brzmi: ”kobieta potrzebuje mężczyzny jak ryba roweru”, dziś jestem je skłonna zrewidować. Pod warunkiem, że mężczyzna będzie w stanie nadążać za kobietą. Bo przecież my, kobiety, nie możemy się cofać. W pełni zgadzam się z panią Marczak, ale pozwolę sobie na jedną uwagę. Otóż to w Waszym – kobiet – najlepiej pojętym interesie, jest wspólnie z nami zmienić ten stan rzeczy.

Jak napisał jeden z internautów: feminizm przyznający kobietom „punkty za pochodzenie” jest zaprzeczeniem wolnego rynku. Sztuczne zapisy „antydyskryminacyjne” nigdy nie przyniosą prawdziwej równości. Być może zamiast przyznawać kobietom kolejne przywileje, trzeba się skupić na mężczyznach i w ten sposób rozwiązać problem. Przyznając na przykład, jak w Skandynawii, ojcom prawa do urlopu rodzicielskiego. Nie tylko mężczyźni są wtedy bliżej dzieci, ale i pracodawcy tracą motywację by preferować ich przy zatrudnieniu. Bo często za wyborem mężczyzny nie stoją uprzedzenia, a prosty rachunek ekonomiczny.

Dziś męskość potrzebuje autorefleksji i nowej definicji, by nadążyć za kobietą. Bez tego także kobiety nie zrealizują w pełni swoich postulatów. Po prostu odbiją się od muru niezrozumienia ze strony gnijących w okopach XIX schematów społecznych facetów. I choć mężczyźni konsekwencje przemian, jakie dziś zachodzą, odkryją i odczują dopiero za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, to dyskusję warto zacząć już teraz. Inaczej, zamiast dojść do równouprawnienia, stworzymy świat rodem z Seksmisji. I nie będzie on wcale zabawny.

Jacek Ratajczak


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.